Nie rozumiem co to znaczy, że nie masz Windowsów - to jak używasz komputera?
Na całym świecie istnieje cała masa systemów operacyjnych. Nie wszystkie są tak popularne jak Windows.
Acha... to czego używasz, Linuksa?
Tak... tak można powiedzieć, ale wiele osób by się obraziło za tak dalece idące uproszczenie. Żeby im zadośćuczynić podam pełną nazwę systemu operacyjnego, z którego korzystam: Debian GNU/Linux.
To tak specjalnie, żeby mieć coś innego niż wszyscy, czy masz jakieś racjonalne powody?
Oczywiście jestem zapaleńcem więc moja opinia z pewnością nie jest obiektywna, ale oprócz tego mam też wiele racjonalnych argumentów, które przemawiają za tym by korzystać właśnie z Linuksa, a nie Windowsów (lub jakiegokolwiek innego systemu operacyjnego).
Na przykład...
Przede wszystkim wygoda. To oczywiście kwestia przyzwyczajenia. Ja używam Linuksa od dobrych paru lat i bardzo się przyzwyczaiłem do wszystkiego co tutaj mam. Mam swój ulubiony edytor, swój program pocztowy i wiele innych.
Chodziło mi o jakiś racjonalny powód.
Acha... czyli mam walić z grubej rury?
Gdybyś był taki miły...
Nie muszę się martwić o wirusy. Ten problem mnie nie dotyczy. Co chwila słyszę, że jakiś kolejny wirus przenosi się przez pocztę elektroniczną, dostaję listy ostrzegające mnie przed czytaniem takich czy innych listów. Znajomi pytają mnie, czy nie mam jakiegoś programu antywirusowego. Nie mam programu antywirusowego, nie potrzebuję.
No to już lepiej. Tylko, że gdyby wszyscy używali Linuksa, to pewnie powstałyby wirusy dla Linuksa.
Mylisz skutek z przyczyną. Pewne założenia ustalone podczas projektowania Windowsów doprowadziły do tego, że system ten jest prosty w obsłudze. Niestety te same założenia doprowadziły do poważnego osłabienia systemu w konsekwencji czego mamy tak wiele wirusów.
Czyli coś za coś. Nie masz wirusów, ale system jest niewygodny. Jeszcze przed chwilą miałeś inne zdanie.
Nie powiedziałem, że Linux jest niewygodny. Tak na prawdę decyzja o tym, że użytkownik ma pełen dostęp do wszystkich plików nie utrudnia tak bardzo życia. Wpływa to jedynie na instalowanie i usuwanie zainstalowanych programów, a więc na czynności których nie wykonuje się na codzień. Żeby zainstalować nowy program na swoim komputerze muszę za każdym razem podać hasło administratora. Zysk za to znacznie większy - nie mam wirusów.
Hasło administratora... jakiego administratora?
Administrator w Linuksie nazywa się root. Jest to taki specjalny użytkownik, który może w systemie zrobić wszystko. Taki użytkownik jest tworzony przy instalacji systemu i wtedy też podaje się jego hasło. Oprócz tego trzeba mieć konto zwykłego użytkownika, pozbawionego takich przywilejów. Na codzień korzysta się tylko z konta zwykłego użytkownika. Do zainstalowania nowego programu potrzebne są jednak dodatkowe uprawnienia. Wtedy trzeba podać hasło administratora - roota.
Użytkownik powiadasz... przywileje... nie kumam tego. Jakieś uprawnienia. Nie mógłbyś mówić po ludzku?
Trudno mi będzie cokolwiek wytłumaczyć bez zrozumienia pewnych podstawowych pojęć. Użytkownik to Ty. Ale z jednego systemu może korzystać wielu użytkowników. Np. Twój brat. System musi ich odróżniać, żeby zapamiętać ich ustawienia. Musi też dbać o to, żeby nie wchodzili sobie w drogę. Żeby np. brat nie skasował Ci Twoich plików.
Nie mam brata. Ale to nie ma znaczenia. Tylko ja korzystam z mojego komputera. W końcu to PC - Personal Computer, nie? Więc jak się mają Ci użytkownicy do tego co mówisz?
To jest właśnie to uproszczenie, którego dopuścili się projektanci Windowsów.
Czyli jak? Gdyby w Microsofcie pomyśleli o moim bracie, którego nie mam, to nie groziłby mi MyDoom?
Upraszczasz. Ale podążając tym tropem... nie groziłyby Ci wirusy. MyDoom to nie jest wirus sensu stricte. Nie chcę się wypowiadać na temat MyDoom. Nie wiem jak działa, nie wiem z czego korzysta. Być może takiego samego (albo podobnego) można by było napisać wykorzystując cechy innych programów pocztowych, również tych dla Linuksa. Kłopot nie tylko w tym, że Linux ma mniejszą liczbę użytkowników, ale również w tym, że użytkownicy Linuksa używają kilkunastu różnych programów pocztowych i chyba żaden nie ma zdecydowanej przewagi.
Różnorodność...
Ale ona nie bierze się znikąd. Outlook jest tak silnie zintegrowany z systemem operacyjnym, że trudno sobie wyobrazić korzystanie z innego programu.
Dajmy sobie spokój z wirusami i programami pocztowymi. To chyba nie jest jedyny powód dla którego używasz Linuksa?
Oczywiście że nie. Linux jest bardzo stabilny - nie wiesza się.
Windows XP wiesza się już dużo rzadziej niż 98.
Linux nigdy mi się nie powiesił. A używam go od 1999 roku. I nie siadam do niego raz w miesiącu, tylko codziennie po kilka, kilkanaście godzin.
Myślę, że to kiepski argument. Studiujesz informatykę, robisz jakieś czary, żeby system się nie wieszał - wierzę. Mnie by się Linux zawiesił przy pierwszym podejściu - taki mam talent.
Gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem - teraz Ty używasz nieracjonalnych argumentów.
No dobra. To może pokaż jak wygląda Linux.
To jest moje środowisko pracy, w którym właśnie spisuję ten dialog.
Czyli prawdą jest co mówili, że Linux to taki DOS, tylko że ma inne zaklęcia?
Nie. Jak nie wierzysz, to zajrzyj na lynucs.org. Niestety na tej stronie nie zobaczysz tych wszystkich "wodotrysków", które oferują różne menadżery okien. Nie zobaczysz również tego, co potrafi zrobić 3d-Desktop.
Skoro nie masz tych... "menadżerów" - czymkolwiek by to nie było - to jak oglądasz strony internetowe?
Nie powiedziałem, że nie mam menadżera okien. Musisz jednak wiedzieć,
że mój komputer to raczej obiekt muzealny - bardzo stara maszyna i nie
mogę sobie pozwolić na poświęcanie zasobów komputera dla kilku
bajerów. No więc mój menadżer okien

nazywa się ratpoison i
obsługuje się go całkowicie z klawiatury. Z tym, że służy mi tylko i
wyłącznie do przeglądania stron i słuchania muzyki.
Nadal nie wiem, czym jest ten menadżer.
Menadżer okien to pojęcie, które nie ma swojego odpowiednika w Windowsach. To taki program, który zajmuje się zarządzaniem oknami. Bardziej typowe menadżery (?) dodają do okna jakieś guziki (np. do zamykania okna), pozwalają przesuwać okna itp. - tym się zajmują. W Windowsach menadżer okien jest częścią systemu operacyjnego. Nie możesz go zmienić.
Na ekranie widać pod spodem przeglądarkę, a na wierzchu winampa z jakąś dziwną skórką. Można uruchamiać windowsowe programy?
I tak i nie.
Można się było spodziewać takiej odpowiedzi...
Zatem zasadniczo: nie. Ale istnieją pewne wyjątki. Można uruchamiać programy napisane dla platformy .net. Niektóre programy Windowsowe udaje się uruchomić przy pomocy wine, ale nie polegałbym na tym.
Czyli że winamp jest którym wyjątkiem?
Program, który widzisz na moim pulpicie to nie winamp. Nazywa się xmms. Z winampem ma zaś tyle wspólnego, że służy do tego samego i wygląda podobnie.
A Word jest wyjątkiem? Wiesz, że to mnie najbardziej interesuje.
Mógłbym umieścić tutaj screenshot z otwartym dokumentem worda, ale nie pochodziłby on z mojego komputera. Jak już wspominałem - to raczej obiekt muzealny. Najpopularniejszy i chyba najlepszy ekwiwalent Worda to OpenOffice.org. Ale za dużo Ci na temat tego programu nie poopowiadam. Używam go na drugim komputerze, w sytuacjach awaryjnych - jak ktoś mi przyśle coś ważnego w postaci dokumentu Worda, a nie ma czasu na proszenie o zapisanie pliku w innym formacie. To się zdarza... dwa razy do roku może.
I co robisz z takim tekstem?
Zależy co mi jest potrzebne. Czasami wyciągam tylko tekst, czasami puszczam na drukarkę.
A właśnie, jak z drukowaniem?
Dużo zależy od drukarki. Ja mam to szczęście posiadać drukarkę HP, do której producent udostępnia sterowniki dla Linuksa. Drukarkę konfiguruje się przez stronę www. Można ustawić jakość wydruku - wszystko to samo co w Windowsach, więc nie narzekam. Coraz częściej producenci udostępniają sterowniki do swojego sprzętu dla Linuksa. W wielu małych firmach stary komputer stoi jako serwer, do którego podpięta jest drukarka, którą się potem konfiguruje w Windowsach jako drukarkę sieciową. Takie rozwiązanie jest dużo tańsze niż Windows, a przy tym bardziej niezawodne. Jest też specjalny serwis linuxprinting, w którym można sprawdzić, czy określona drukarka dobrze współpracuje z Linuksem.
A wracając do multimediów... filmów to sobie na swoim złomie nie pooglądasz?
Wręcz przeciwnie.

Mój komputer świetnie się nadaje do odtwarzania filmów. Oglądam filmy
na DVD, VCD, divx...
Czekaj, czekaj. Co Ty mi tu chrzanisz. Muzealny sprzęt z DVD?
Jasne. On w ogóle nie miał żadnego napędu. Musiałem do niego dokupić pamięć, większy twardy dysk i jakiś napęd, żeby w ogóle dało się na nim pracować. A jak już kupowałem napęd, to kupiłem DVD z nagrywarką CD-RW.
Acha... i masz Nero?
Mam inny program. Nazywa się
eroaster i wygląda jakoś
tak:
Znowu kłamiesz... przecież mówiłeś, że z tego menadżera korzystasz tylko do słuchania muzyki i oglądania stron.
Nie czepiaj się. Mówiłem, że na codzień. Płyt nie wypalam na codzień, tylko raz na jakiś czas. Nie znaczy to, że muszę to robić tym programem. Mogę sobie wypalić płytę z konsoli, tyle że nie chciało mi się jeszcze przeczytać jak to zrobić.
Z konsoli... to to czarne z białymi literkami?
Zgadza się.
Ta konsola to chyba objaw jakiegoś kompleksu... ale dobra nie będę dotykać drażliwego tematu. Zobaczmy jak czytasz pocztę.
No chyba żart? A jak w tym otworzyć załącznik?
Normalnie - otwierasz okno z załącznikami, wybierasz ten który Cię interesuje i wciskasz enter.
I wciskasz enter? A jak to jest obrazek?
To uruchamia się program, który otwiera ten obrazek. Ja do tego używam fbi. Listy napisane w htmlu otwierają mi się w przeglądarce tekstowej links.
Listy w czym?
W HTMLu. Pewnie nawet tego nie zauważasz, tylko zaznaczasz fragment tekstu i klikasz w jakąś ikonkę, a tekst robi się czerwony.
Odczuwam nutkę goryczy... masz mi to za złe?
Nie, czemu. W sumie... nie wiem. Nie jest Ci trochę przykro, że nie potrafisz wyrażać swoich opinii, emocji przy pomocy słów zamiast kolorów i wielkości czcionki?
O Boże! Jaki tradycjonalista się znalazł... człowieku, nie żyjemy w średniowieczu. Jak chcesz to sobie woskiem pieczętuj maile, ale daj mi spokój - będę pisać tak, jak mi się podoba.
Ale nie musisz się unosić. Nic Ci przecież nie nakazuję.
Nie, nic mi nie nakazujesz, ale jednoznacznie oceniasz to co robię i to jednoznacznie źle. A świat się zmienia, społeczeństwo cyfrowe, gdzie Ty żyjesz? Ty - student informatyki. Powinieneś być na froncie zmian kulturowych.
Jakoś mnie to nie pociąga.
Ale gadu-gadu używasz?
Acha... a jak wyglądają emotikonki?
Nie wyglądają. A muszą?
No nie. Ale to znaczy, że jak Ci wyślę jakąś super wypasioną emotikonkę to jej nie zobaczysz?
Zobaczę jej opis. Na ogół idzie się domyślić co taka emotikonka przedstawia. Jakoś sobie radzę. Poza tym rzadko dostaję "super wypasioną" emotikonkę. Zawsze mogę spytać o co chodziło. Poza tym wolę jabbera od gadu-gadu.
Bo w tym... jabberze nie ma emotikonek?
Nie. Z zupełnie innych powodów. Ale chyba nie ma sensu, żebym je teraz przytaczał. Trzeba po prostu spróbować.
Acha... spróbować. To trzeba mieć najpierw Linuksa, zainstalować go sobie... nie, to ja jednak dam sobie spokój.
Nie trzeba mieć wcale Linuksa. Różnorodność, pamiętasz? A poza tym instalacja Linuksa wcale nie jest taka trudna.
Skoro nie jest taka trudna, to dlaczego tak mało ludzi go używa?
Prawda jest taka, że przeciętny użytkownik komputera nie potrafi zainstalować Windowsa, więc prostota jego instalacji nie ma tutaj nic do rzeczy. Śmiem nawet twierdzić, że niektóre dystrybucje Linuksa są nawet prostsze w instalacji niż Windows. Tylko że Windowsa masz już zainstalowanego jak kupujesz komputer.
Dystrybucje... ja tak sobie wychwytuję te słowa, którymi się posługujesz. To tak specjalnie, żeby Cię nikt nie rozumiał?
Dystrybucja... możesz to kojarzyć z różnorodnością.
Jasne... napiszę do PWNu, żeby dodali do nowego wydania słownika synonimów.
Ojej... no dobra. Zaczniemy więc od wytłumaczenia czym jest źródło programu. Komputer, jak wiadomo, rozumie tylko zera i jedynki. Gdyby jednak ludzie mieli podawać komputerowi te zera i jedynki do wykonania, to by pisanie programów strasznie opornie szło. Więc wynaleźli pewne techniki pisania programów w specjalnie stworzonych językach, które są potem przekładane na te zera i jedynki.
I te zera i jedynki to dystrybucja?
Pozwól mi dokończyć. Jak kupujesz Windowsa to dostajesz go w postaci tych zer i jedynek. One są na płycie. Wrzucasz płytę i system się instaluje. Ale Linux i olbrzymia większość programów dla Linuksa są dostarczane jako te źródła - coś czego komputer sam nie zrozumie. Gdybym chciał z nich skorzystać, musiałbym najpierw przełożyć je na te zera i jedynki. Ale wygodniej jest mieć płytę z Linuksem w postaci tych zer i jedynek, żeby można go było od razu zainstalować. Nie zakręciłem?
Na razie chyba wszystko rozumiem, ale gdzie tu dystrybucja?
Ludzie, którzy tworzą dystrybucję, przekładają Linuksa i wszystkie źródła programów na zera i jedynki za Ciebie.
No to nasuwają mi się dwa pytania. Pierwsze, to dlaczego w ogóle rozprowadzać źródła. A drugie, to czym się różnią te dystrybucje, skoro polegają na tym samym?
Jeśli chodzi o pytanie pierwsze - tak to ktoś kiedyś wymyślił i taki jest model tworzenia wolnego oprogramowania. Dobry, czy nie, odniósł spory sukces. Nie będę się rozwodził nad zaletami takiego rozwiązania. Jeśli chodzi o pytanie drugie... musisz mi uwierzyć, że różnice są bardzo duże.